Noc. Wielki pożar. Siedem jednostek straży pożarnej walczy z żywiołem. Do kierującego akcja podchodzi jakiś facet: - Jak wam idzie? Nikt ze strażaków nie ucierpiał?! - Niestety - odpowiada strażak - Dwóch naszych ludzi zostało w płomieniach, a sześciu jest ciężko poparzonych. Ale za to wynieśliśmy z budynku szesnaście osób... trwa reanimacja... - Szesnaście osób?!?! Przecież tam był tylko ochroniarz! - Skąd pan wie?!
Kim pan jest??? - Kierownikiem tego prosektorium...
Facet pyta strażaka:
- Dlaczego już pan odjeżdża? Przecież jeszcze pan nie ugasił całego pożaru!?
- Niech pan z pretensjami zgłasza się do mojego komendanta! Ja chciałem pracować na całym etacie, a on dał mi tylko pół...
Strażak wrócił z pracy do domu i mówi do małżonki:
- Słuchaj mamy wspaniały system u nas w remizie. Kiedy zadzwoni pierwszy dzwonek, ubieramy nasze kurtki. Kiedy zadzwoni dzwonek drugi - zjeżdżamy po rurze na dół. Dzwoni trzeci dzwonek i wszyscy już siedzimy w wozie. Od dzisiaj chcę, żeby w tym domu obowiązywała podobna zasada. Kiedy powiem do Ciebie "Dzwonek pierwszy", masz się rozebrać. Kiedy powiem "dzwonek drugi" masz wskoczyć do łóżka". Kiedy powiem "dzwonek trzeci" zaczynamy całonocne pieprzenie.
Następnej nocy mąż wraca do domu i woła:
- Dzwonek pierwszy.
Żona rozebrała się do naga.
- Dzwonek drugi - zawołał strażak i żona wskoczyła do łóżka.
- Dzwonek trzeci - i zaczęli uprawiać seks.
Po dwóch minutach żona woła:
- Dzwonek czwarty!
- Co to jest dzwonek czwarty? - pyta zdziwiony mąż.
- Więcej węża - odpowiada żona - jesteś cholernie daleko od ognia.
Komendant straży pożarnej zorganizował przyjęcie imieninowe. Niestety, z powodu ograniczonej powierzchni swojego mieszkania mógł zaprosić tylko niektórych podwładnych z remizy. Następnego dnia ci, którzy byli opowiadają tym, którzy nie byli:
- Nie wyobrażacie sobie nawet, jak nasz komendant ma elegancko urządzone mieszkanie. Hebanowe meble, plastikowe okna, a w łazience złoty kibel...
- Rozumiemy te hebanowe meble i plastikowe okna, ale z tym złotym kiblem to chyba przesadziliście.
- Jak nie wierzycie, to możemy iść razem do niego i się przekonacie.
Idą więc razem do komendanta. Komendantowa otwiera im drzwi.
- Dzień dobry, czy jest pan komendant? - pytają się. Na to komendantowa woła w głąb mieszkania:
-Franek! Przyszedł ten gościu, co ci w trąbę nasrał...
W środku nocy szefa remizy strażackiej budzi
dzwonienie telefonu.
-Kapitanie, pali się chałupa Maśluszczakowej!
-Eee, no... Która teraz godzina?
-Piętnaście po drugiej.
-A od dawna się pali?
-Od pięciu minut.
-Dobra, to obudźcie mnie, jak się porządnie
będzie hajcować!
Dyżurujący przy telefonie strażak odbiera
zgłoszenie o pożarze i odpowiada do słuchawki:
-Niestety, wszystkie wozy wyjechały na akcje
gaszenia, nic nie mogę na to poradzić.
Gdy odłożył słuchawkę, siedzący obok niego kolega
mówi:
-Zwariowałeś?! Przecież wszystkie wozy są
wolne!
-Tak, ale to pali się domek mojej teściowej.
Kowalski spotyka na ulicy kolegę w strażackim mundurze: - Skąd masz ten mundur?
- To prezent od żony. Gdy wczoraj wróciłem wcześniej z pracy, już leżał na krześle obok łóżka!
***
Policjant zatrzymuje wóz strażacki. Kierowca protestuje: - Ależ panie władzo, przecież jedziemy do palącego się domu!
- Jak mówię, że za szybko, to za szybko !Palący się dom już minęliście!
***
Ojciec do żeniącego się syna : - Funkcja małżonka to funkcja strażaka.
Będziesz musiał drogi synu , gasić niektóre pomysły swojej żony.
***
Żona czyni mężowi wymówki . -Nigdy ze mną nie wychodzisz. Wkrótce będę o nas mówić jak o Kowalskich?
-A co mówią o Kowalskich?- Że jedyny raz wyszli razem, kiedy im się mieszkanie paliło.
***
W remizie dzwoni telefon. - Halo, straż pożarna?
Moja żona próbowała dziś, jak się piecze mięso w naszej nowej kuchence i... - Dziękujemy, ale już jesteśmy po obiedzie!
***
Żona do męża strażaka wracającego nad ranem do domu : - Znowu wracasz o trzeciej!
Cóż, służba nie drużba. Sama wiesz... - Tak, wiem, to już 27 pożar w tym miesiącu!
***
Zapalił się szyb naftowy i firma wiertnicza wezwała specjalistów, aby zgasili ogień. Ale żar był tak wielki, że strażacy nie mogli przybliżyć się na odległość mniejszą niż tysiąc stóp. Zrozpaczony zarząd wezwał lokalny ochotniczy oddział straży pożarnej, by pomógł, jak tylko się da. Pół godziny później zniszczony wóz straży pożarnej stoczył się z drogi i zahamował gwałtownie pięćdziesiąt stóp od płomieni. Mężczyźni wyskoczyli z wozu, opryskali się wodą i zabrali się do
gaszenia. Wdzięczny zarząd zorganizował kilka dni później uroczystość, na której chwalono odwagę miejscowych strażaków, wynoszono pod niebiosa ich służbową postawę, a szefowi straży ogniowej wręczono czek opiewający na ogromną sumę. Spytany przez reporterów, co zamierza zrobić z pieniędzmi, odparł: No cóż, pierwsze co, to zawiozę nasz samochód do garażu i każę naprawić te przeklęte hamulce.
***
Rozmawiają dwie przyjaciółki: - Odkąd mój mąż zakochał się w syrenie, codziennie mnie bije.
Pewno chce, abyś zeszła z drogi, po której chciałby pobiec do niej.
- Raczej odwrotnie. Zawsze po biciu rozkazuje: A teraz trochę powyj.
***
Do sypialni wpada Kowalski i woła do leżącej w łóżku żony: - Ubieraj się szybko! Pożar!
Z szafy słychać przerażony męski głos: - Meble! Ratujcie meble!
***
Podczas walnego zebrania OSP trwają wybory zarządu. Po pytaniu przewodniczącego obrad: kto jest za? -kandydat na naczelnika uniósł obie ręce do góry. -Widząc szeroką akceptację - stwierdził przewodniczący - jedna ręka w górze w zupełności, druhu, wystarczy. -Nie, nie - odparł kandydat na naczelnika.
-Po przemyśleniu odpowiedzialności ja się po prostu poddaję.
***
Do OSP zgłasza sie kandydat na strażaka. - Pracowałeś już kiedyś w straży? - Nie.
- Odbyłeś jakie szkolenie? - Nie. - Więc jakie masz kwalifikacje? - Jestem różdżkarzem, umiem szukać wody.
***
Z płonącego budynku strażak wynosi na ramionach piękną, nagą dziewczynę. - Dziękuję panu, to był prawdziwy wyczyn! -Rzeczywiście, nieźle musiałem się namęczyć, żeby nie dopuścić do pani żadnego z moich kolegów.
***
Nie będę zapalał latarenki - pomyślał robaczek świętojański - aby krasnal nie ukarał mnie za łamanie przepisów przeciwpożarowych w lesie. - Nawet robaczek świętojański nie świeci - szepnął do siebie krasnal - i jak tu w taką ciemnicę złapać kogoś na łamaniu przepisów przeciwpożarowych.
***
W biurze wybuchł pożar. Dyrektor biega w popłochu po swoim gabinecie, szukając czegoś
w regałach i w szufladzie. - Czego pan szuka? - Pyta sekretarka.
-Gdzieś tu wsadziłem broszurkę z przepisami przeciwpożarowymi..
***
Do drzwi w pokoju hotelowego energicznie dobija się portier. Po chwili zza drzwi słychać rozespany głos: - Kto tam? - Proszę natychmiast otworzyć, hotel się pali!!!
Pomylił pan pokoje - słychać za drzwi - ja jestem ślusarzem, a nie strażakiem!
***
-Co robi strażak, gdy chce mu się pić? -Nalewa sobie szklankę wody i GASI pragnienie.
***
Fąfarę wyrzucono z wojska za pijaństwo i po jakimś czasie został strażakiem.
W krótkim czasie awansował i został dowódca drużyny strażackiej. Któregoś razu wóz strażacki dowodzony przez Fąfarę wezwano do gaszenia pożaru. Strażacy przybyli szybko na miejsce i zaczynają rozwijać waż strażacki.
Jak zwykle podpity Fąfara wydaje rozkaz: -Przerwać ogień!!!
***
- Kim chcielibyście zostać? zapytała nauczycielka swoich wychowanków - gimnazlaistów przed zakończeniem roku szkolnego. - Strażakiem! wykrzyknął wiecznie spóźniający się na lekcje Jaś. -Jasiu, ty do szkoły nigdy nie mogłeś zdążyć,
a chciałbyś zdążyć do pożaru? - No właśnie, mam nadzieję, że syrena będzie trochę głodniejsza od budzika.
***
W straży pożarnej dzwoni telefon. - Dzień dobry, czy to ZUS? - ZUS spłonšł. Po pięciu minutach znowu dzwoni telefon. - Dzień dobry, czy to ZUS? - ZUS spłonšł. >Po następnych pięciu minutach znowu dzwoni telefon. - Dzień dobry, czy to ZUS? - Ile razy mam panu powtarzać, że ZUS spłonšł! - odpowiada wýciekły strażak. - Ale jak przyjemnie tego posłuchać!
***
Na cmentarnej ławeczce duchy grają w pokera i strasznie się kłócą. Przechodzący obok staruszek zwraca im uwagę:
-To już nie macie gdzie grać w karty?
-Chwilowo nie. Obok naszych grobów chowają strażaka i orkiestra dęta tak głośno gra, że nie można wytrzymać!
***
Po powrocie z akcji gaszenia pożaru w jednej ze wsi, komendant pisze raport:
"Ugasiliśmy pożar w oborze. Nie spłonęła żadna krowa. Dziesięć utonęło".
***
Pod ścianą budynku przechodząca kobieta, zauważa mężczyznę załatwiającego swoją potrzebę.
-Nie wstyd panu? Przecież sto metrów dalej jest szalet!
-A pani myśli, że ja mam węża strażackiego?!
- Może poda ktoś - zaproponowała wychowawczyni na lekcji - przykład odważnego człowieka. Najszybciej zgłosił się Jaś i powiedział:
Najbardziej odważnym człowiekiem jest mój tata bo ... nie tylko nie boi się ognia, ale także nie boi się mamy, kiedy bardzo późno wraca z remizy.
Jadący pierwszy raz do akcji gaśniczej najmłodszy stażem strażak pyta nieco starszego:
- Dlaczego już w drodze do pożaru dowódca kazał założyć hełmy?
-Dlatego - odpowiedział starszy - by nikomu przed czasem włosy ze strachu nie stanęły na głowie.
Ojciec strofuje synka:
- Ile razy ci mówiłem żebyś nie bawił się zapałkami, bo możesz spowodować pożar!
Ja się wcale nie bawię, chcę zapalić papierosa &
- Straż pożarna? Proszę natychmiast przyjechać! Zauważyłam przed chwilką, że jakiś mężczyzna próbuje dostać się po drabinie do mojego mieszkania!
-Dlaczego pani do nas telefonuje, a nie na policję?
-Bo to robota dla straży. On ma za krótka drabinę!
W czasie ćwiczeń oficer pyta strażaka, co by zrobił, gdyby zauważył , że grozi komuś śmierć w płomieniach.
- Krzyknąłbym "człowiek w niebezpieczeństwie"
- Nieźle, ale gdyby to był któryś z waszych komendantów?
Zależy który&
Strażak ratuje staruszkę z płonącego mieszkania.
-Proszę zacisnąć zęby!-krzyczy znosząc ją w dół po drabinie.
-W takim razie musimy wrócić na górę, zostały na półce w łazience!
Ziewająca solenizantka nie jest zadowolona z tego, iż goście zasiedzieli się u niej zbyt długo. Nagle dzwoni telefon. Pani domu podnosi słuchawkę, przez chwilę słucha, po czym odkłada ją i oznajmia:
-Dzwonili ze straży pożarnej. Mówili, że w w domu któregoś z was wybuchł pożar. Niestety, nie dosłyszałam u kogo&
-Chciałbym ubezpieczyć dom!
-Bardzo proszę, szanowny panie. Zechce pan usiąść i chwilkę poczekać.
-Kiedy ja nie mam czasu, on już się pali!
Na miejsce pożaru przyjeżdża wóz strażacki. Strażacy wyskakują z niego i...nic nie robią! Podchodzi do nich jakiś staruszek i pyta:
-Dlaczego nie lejecie?!
-Nie lejemy, bo nie ma drzewek&
Dyżurny:
- Słucham?
- W zeszłym roku posadziłem sobie konopie indyjskie. Wyrosły takie jakieś cherlawe, żadnego speeda nie dają...
- Dokąd dzwonisz, palancie! - denerwuje się dyżurny. Dzwoń na policję do sekcji narkotyków - tam Ci pomogą.
I odkłada słuchawkę. Po dziesięciu minutach znowu rozlega się dzwonek telefonu:
- A jak w tym roku posadziłem, to wyrosła taka dorodna i tak w łeb daje, że nawet pojęcia nie masz!
- Już Ci mówiłem palancie! Dzwoń na policję!
I znowu rzucił dyżurny słuchawkę na widełki. Po pół godzinie znowu telefon:
- Sam jesteś palant! Nie odkładaj słuchawki... Dzwonię... bo u sąsiada chałupa się pali... A jak przyjedziecie, zaczniecie biegać z tymi swoimi wężami... patrzcie pod nogi... nie zadepczcie..
Komendant straży pożarnej zjawia się w remizie. Wolnym krokiem idzie korytarzem do swojego gabinetu. Siada za biurkiem, powoli wypija kawę, przeciąga się, ziewa, nie spiesząc się włącza megafon i mówi:
- No, chłopaki, zbierać się! Jest robota! Pali się urząd skarbowy.
-Czy oskarżony przyznaje się do winy? - pyta sędzia Jasia podpalacza podczas rozprawy sądowej.
- W znikomym stopniu, wysoki sądzie. Ja zapaliłem tylko jedną słomkę, a potem stodoła zapaliła się sama.
Przybiega dzieciak na stację benzynową z kanistrem:
- Dziesięć litrów benzyny, szybko!
- Co jest? Pali się?
Przed komisją egzaminacyjną staje kandydat ubiegający się o przyjęcie do straży pożarnej na stanowisko kierowcy. Źle odpowiada na pierwsze pytanie ,źle na drugie i trzecie, wreszcie jeden z egzaminatorów wskazuje na znak zakazu używania sygnałów dźwiękowych:- Co to oznacza?- To jest... droga dla orkiestry dętej OSP!
Zwierzątka z leśnej Polany postanowiły założyć straż pożarną.- Przydałby się jakiś wóz na sprzęt - wykazał się pierwszą inicjatywą naczelnik niedźwiedź.-Nie trzeba, będziemy pełzać same - zadeklarowały węże.
-Co się stało, że jesteś taki radosny ? -pyta żona cieszącego się właściciela zakładu.- Zapłaciłem mandat.- I dlatego się tak cieszysz ? -Tak, bo była to symboliczna złotówka za uzyskaną wiedzę z zakresu ppoż. Wyobraź sobie, że wczoraj za zdobycie tej samej wiedzy Kowalski zapłacił podczas pożaru całym swoim dobytkiem
-Tato, Janek z młodzieżowej drużyny pożarniczej mówił, że czub na strażackim hełmie to grzebień. - To prawda synku. -Wiesz tato, ten grzebień to dobra rzecz, bo jak syrena zrywa strażaków w nocy z łóżek, to nie mają czasu się uczesać.
Sędzia w procesie rozwodowym: - Czy na prawdę przeszkadzała pani gaśnica zawieszona na ścianie w pokoju? - Nie tylko gaśnica, ale drabina w przedpokoju, w garażu stojący od miesięcy samochód strażacki.
W środku nocy właściciel hotelu puka do drzwi jednego z pokoi i woła: -Pożar!! Proszę wstawać i czym prędzej opuścić hotel! Na to facet z pokoju: -No już dobrze! Ale niech pan nie ma złudzeń - zapłacę tylko połowę rachunku!
Dwaj kibice piłkarscy rozmawiają ze sobą: -Wyobraź sobie, kiedy byłem wczoraj na meczu, w moim mieszkaniu wybuchł pożar! -To straszne! I jak to się skończyło? -Dobrze, nasi wygrali!
Po zademonstrowaniu swych umiejętności kandydatka na śpiewaczkę pyta profesora: -Czy mój głos ma jakieś szanse? -Oczywiście! Na przykład, gdy wybuchnie pożar!
Podczas zajęć kulturalno-wychowawczych w remizie prowadzący zadaje pytanie: - Czym różni się fortepian od skrzypiec? Po długim milczeniu z sali pada odpowiedź: - Fortepian pali się dłużej.
W gospodzie strażak zamawia obiad i od razu prosi o rachunek. Zdziwionemu kelnerowi wyjaśnia swój pośpiech: - Do pożaru się spieszę...
Strażak wraca po pracy do domu i czując swad, woła do żony: -Kochanie, cóż to za cudowny zapach spalenizny!
Policjant zatrzymuje kierowcę małego fiata, który jechał z nadmierną prędkością. Jechał pan jak do pożaru - zwrócił uwagę policjant. - Jeszcze nie do pożaru, ale nigdy nic nie wiadomo, zostawiłem w domu dzieci bez opieki.
Spotykają się dwaj koledzy. - Słyszałem, że wczoraj był u ciebie w domu pożar? - Eee, nie ma o czym mówić. Przyjechali strażacy, przestraszyli się ognia i odjechali...
Strażak wspominając minione lato: - Było tak gorąco, że na szczęście nie miałem czasu się ożenić!
- Czego tak beczysz? - Bo mnie ojciec pasem zlał za pieczenie kartofli ... uuuuu... - To ile było tych kartofli? - Trzy. - I za te kartofle tak cię zlał? - I jeszcze za trzy hektary lasu, bo ognisko rozpaliłem przy samym lesie ... uuuuu....
W domu publicznym wybuchł pożar. Wszyscy biegają po korytarzach i schodach, wołając: "Wooody!". Nagle zza drzwi jednego z pokojów wychyla się młody mężczyzna i mówi: -A do pokoju numer 28 proszę przynieść szampana.
Do gabinetu uczonego zajętego czytaniem kolejnej książki wpada strażak i woła: -Dom się pali!!! -Rozumiem-mówi uczony, nie odrywając oczu od lektury.-W takim razie niech pan zawiadomi moja żonę. Ja się nigdy nie mieszam do spraw związanych z gospodarstwem domowym.
-Wyobraź sobie kochanie, kiedy byłam na wczasach w Tatrach-chwali się Halince jej gruba koleżanka-mężczyzni wchodzili do mojego pokoju po drabinie! -Mój Boże! A co, pensjonat się palił?!
Co robi strażak w czasie strajku? - Olewa pożar!
W gospodzie jeden z gości rzucił niedopałek papierosa na podłogę. - Czy w domu też pan robi tak samo ? - pyta sąsiad - Robiłem, ale nie mam już domu.
Po pożarze, który strawił pół wsi, pogorzelcy zgłaszają się do firmy ubezpieczeniowej po odbiór odszkodowania. Przychodzi także Fąfara. -Przecież pana chałupa nie spaliła się! -Zgadza się, ale kto zapłaci za mój strach?
Strażacy przeglądający pogorzelisko, pytają gospodarza: - Ile to kosztowało? - Bardzo drogą jedną zapałkę...
Strażaka, pilnującego zbiornika z benzyną zapytano: - Czy w czasie służby nie masz ochoty zapalić papierosa? - Nie mam, bo byłby to ostatni papieros w moim życiu.
W małym miasteczku wchodzi facet do knajpy i zamawia piwo z pianką. Barman napełnia kufel i podaje go facetowi. - Przecież zamawiałem z pianką! Na to barman: - Panie, o tej porze wszyscy strażacy leżą pijani, a gaśnice pianowe już się skończyły!
Wyobraź sobie, Kaziu, kiedy zauważyłem, że cały dom stoi w płomieniach, wbiegłem natychmiast do kuchni i na rękach wyniosłem teściową. - No cóż, każdy w takich okolicznościach traci głowę...
Halo, pogotowie? Nie wiem co robić... Przed chwilka zmierzyłam mężowi temperaturę i termometr wskazywał 83 stopnie Celsjusza! - Droga pani! Albo pani pomyliła kolejność cyfr, albo proszę zadzwonić po straż pożarną!
Czy nie wiedział pan - zwrócił się strażak do mężczyzny, który zaprószył ogień w mieszkaniu - że otwierając okna umożliwi dopływ powietrza, a tym samym stworzy warunki d o szybszego rozwoju pożaru? - Nie. Myślałem, że zdmuchnę ogień robiąc odpowiednia przeciąg.
Po telefonie, że w mieszkaniu pali się, przyjeżdża straż, ale nie stwierdza pożaru, a właściciel na to : -Jak to się nie pali ? Pali się ! Za godzinę żona wraca z wczasów, a tu wszystkie naczynia nie pozmywane!
Kowalski spędza noc w hotelu. Nie może zasnąć, bo wciąż przeszkadza mu jakiś hałas. Dzwoni więc do recepcji.
- Proszę wybaczyć - mówi recepcjonistka - ale nie można wymagać od straży, aby jeszcze ciszej gasiła pożar.
|